Najnowszy post

Helen Russell - Atlas szczęścia

Eric Emmanuel Schmitt – Odette i inne historie miłosne




Autor: Eric Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo: Znak
Gatunek: opowiadania
ISBN: 978-83-240-2746-0

Dzieła Erica Emmanuela Schmitta są mi doskonale znane, zarówno jego powieściowe wydanie, jak i różne zbiory opowiadań. Pierwszą pozycją po jaką sięgnęłam był zbiór „Trucicielka”, którym w 2010 roku Schmitt zrobił niemałe zamieszanie i został nagrodzony prestiżową nagrodą literacką - Le Prix Goncourt de la Nouvelle. Potem wzruszyłam się „Oskarem i panią Różą”, a serce leczyłam „Historiami miłosnymi” i „Małżeństwem we troje”. Wszystkie te książki, zbiory opowiadań, były dla mnie wielką czytelniczą przyjemnością, więc z radością uległam kolejnej promocji na stronie wydawnictwa Znak i nabyłam „Odette i inne historie miłosne”.
W zbiorze mamy osiem opowiadań, których głównymi bohaterkami są kobiety (choć czasem może się wydawać inaczej) bardzo emocjonalne, niekiedy z niemałym bagażem życiowym. Każde opowiadanie tworzy osobną całość, nie ma żadnego między nimi powiązania. Książkę czyta się bardzo szybko, bo opowiadania tak naprawdę króciutkie, ale rozciągnięte przez wydawcę poprzez użycie dużej czcionki i zdecydowanie zbyt dużych marginesów.
Jeśli chodzi o samą treść, to nie jest to to, czego się spodziewałam po tytule, a także i po samym autorze. Opowiadania owszem powiązane są z miłością, ale nie są to historie miłosne, ja bardziej odebrałam ten zbiór jako portrety psychologiczne kobiet w różnych, czasem ekstremalnych sytuacjach życiowych. Takie portrety oczywiście są bardzo ciekawe, ale trzeba je umiejętnie stworzyć, a Schmitt, jak dla mnie, temu  nie podołał. Pomysły na historie interesujące, ale samo budowanie fabuły wokół nich, według mnie zbyt płaskie. Eric Schmitt sam mówi w wywiadach, że dla niego pisanie jest jak muzyka, że ważna jest dla niego płynność i spójność linijek pod względem intonacyjnym, co swoją drogą w przekładzie na polski i tak nie jest dokładnie oddane, bo jak tu konkurować ze śpiewnym francuskim. Właśnie w tym nadmiernym dbaniu o konstrukcję chyba leży u mnie problem z tymi opowiadaniami. Autor bardziej się skupiał na tym, żeby sposób pisania budził podziw, a nie sama historia.
Wielkim plusem całego tego zbioru jest, jak dla mnie, trzecie opowiadanie – „Obca”. Umiejętnie zbudowane napięcie, ciekawa, zaskakująca historia wywołały wreszcie pozytywne czytelnicze emocje –  szkoda, że tylko  w tym jednym przypadku.
Z całą sympatią dla pana Schmitta, niestety „Odette…” odłożę na półkę i nie przewiduję kolejnego do niej powrotu. Za to z niecierpliwością czekam aż w moje ręce wpadnie najnowsza pozycja w jego dorobku – „Noc ognia” i zmaże to niezbyt dobre wrażenie pozostawione po tych „historiach miłosnych”.

K.

Komentarze