Najnowszy post

Meg Wolitzer - Żona

Hanya Yanagihara – Małe życie




Autor: Hanya Yanagihara
Wydawnictwo: WAB
Gatunek: powieść, literatura współczesna
ISBN: 978-83-280-2648-3
Jak już tu kiedyś chyba wspominałam, jestem osobą, która często przystępuje do czytania, czy też oglądania, pewnych dzieł będących „na fali” dopiero, gdy ta „fala” i wszechobecna moda na nie zaczyna opadać. Tak było i tym razem, chociaż poślizg o dziwo nie taki wielki. Już od bardzo wczesnej wiosny natykałam się na informacje, że pojawi się w polskim wydaniu najgłośniejsza amerykańska powieść 2015 roku. Zapamiętałam ten fakt, książka wyszła, dodałam zakładkę do ulubionych z myślą, że za jakiś czas ją kupię. Przez całe lato i jesień Instagram, jak i inne media, nie tylko społecznościowe, ogarnęło szaleństwo na punkcie tej książki. Z rezerwą się więc wycofałam, ale gdy zobaczyłam „Małe życie” pod choinką, czułam, że muszę się za nie zabrać. Książkę pokaźnych rozmiarów przeczytałam w trzy dni. Trzy dni, które sprawiły, że ta książka nigdy nie będzie przeze mnie zapomniana.
Postaram się pisać jak najbardziej ogólnikowo, żebyście sami odkryli piękno tej książki, nieskażeni spoilerami. Muszę też przyznać, że spodziewałam się czegoś innego, na tylnej okładce przeczytałam, że jest to powieść o czterech przyjaciołach, żyjących w wielkim mieście i ich losach na przestrzeni życia. Myślałam więc, że będzie to taka typowa obyczajowa powieść, o przyjaźni, miłości, ale też wielkomiejskim życiu. „Małe życie” jest jednak czymś jakże większym, wręcz monumentalnym, jak dla mnie arcydziełem literackim.
Powieść jest historią czwórki przyjaciół, ale główna rola przypada Judowi, to jemu towarzyszymy przez większą część książki, jego historia jest tą główną, najważniejszą, ale i najtrudniejszą. Tak trudną, że kilkakrotnie musiałam przerywać czytanie, bo nie byłam w stanie rozpoznać liter, przez samoczynnie płynące łzy. Łzy smutku, żalu, złości, wzruszenia, momentami też szczęścia. Ostatnio przy książce płakałam po „Zanim się pojawiłeś”, ale były to łzy innego rodzaju. Te przy „Małym życiu” były tak gorzkie, jak to, czego się dowiadywałam z powieści.”Małe życie” jest bowiem studium traumy, jaką człowiek w sobie nosi, czasem już od najmłodszych lat, pokazuje w sposób nieco brutalny, ale jakże prawdziwy to, jak wielki wpływ na dalsze życie ma okres bycia dzieckiem.
Książka przy tych wszystkich okropnościach ma w sobie jednak też dużo pozytywnego pierwiastka. Przede wszystkim przyjaźń ukazana na jej kartach, jakże rzadko się ją spotyka w tak pięknym wydaniu. Przyjaźń na całe życie, na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, w dostatku i w biedzie, wzajemna opieka i dzielona wspólnie radość, coś pięknego. Oprócz przyjaźni mamy tu pięknie ukazane różne rodzaje miłości, która w przyjaźni przecież też jest istotnym faktorem. Z książki też aż chce się powiedzieć, że bije ciepło, tak po prostu. Ciepło nadziei, miłości, spełniania marzeń.
Oprócz trudnej, ale przepięknej historii niesamowite wrażenie robi styl autorki. Naprawdę, rzadko się spotyka powieści tak pięknie napisane, widać tu mądrość autorki, jej wielką dojrzałość i inteligencję, książkę mimo pokaźnych rozmiarów i trudnego tematu pochłania się błyskawicznie, jest ucztą dla oczu, duszy i umysłu. Zachwycona też jestem łatwością przeskakiwania od lat bieżących do wspomnień i sytuacji sprzed kilkunastu lat, żeby potem przenieść się z kolei w różnym stopniu oddaloną przyszłość. Taka forma prowadzenia narracji mogłaby się wydawać zbyt chaotyczna, ale w tym przypadku, dzięki umiejętnościom autorki, jest idealna – poznajemy bohaterów i ich historie dogłębnie, ale też i stopniowo, warstwa po warstwie.
Mam wrażenie, że i tak, to, co właśnie napisałam nie oddaje nawet w małym procencie tego, czym jest ta wielka książka. Przeczytajcie, naprawdę, może i dla Was stanie się ona jedną z najważniejszych książek przeczytanych w życiu, a kto wie, może i tą jedną jedyną? Przekonajcie się.
K.

Komentarze