Najnowszy post

Przedpremierowo: Jorn Lier Horst - Nocny człowiek

Lily Brooks-Dalton – Dzień dobry, północy




Autor: Lily Brooks-Dalton
Wydawnictwo: Czarna Owca
Gatunek: powieść, literatura współczesna
ISBN: 978-83-8015-231-1

Po ostatnim rozczarowaniu książkowym jakim było „Smaczne życie Charlotte Lavigne”, o którym pisałam poprzednio, wiedziałam, że dla poczucia równowagi muszę sięgnąć po coś naprawdę dobrego. Chociaż stosik książek do przeczytania jest zawsze w gotowości, to kolejna promocja na stronie znak.com.pl przetasowała mi plany i takim oto sposobem w moje ręce trafiła przepięknie wydana książka Lily Brooks-Dalton – „Dzień dobry, północy”.
Sama okładka już robi wrażenie, mogę się nad nią rozpływać, ale to, co znalazłam w środku wprawiło mnie w jeszcze większy zachwyt. Niestety o samej autorce wiem niewiele – tylko, że jest podróżniczką, młodą kobietą, a „Dzień dobry, północy” było jej debiutem literackim. Uwielbiam takie debiuty, oby ich było więcej i oby autorka sprawiła nam przyjemność kolejną swoją powieścią. Na pewno będę na to czekać.
„Dzień dobry, północy” przedstawia losy dwóch głównych bohaterów, ale dziejące się w zupełnie różnych miejscach – na biegunie Północnym i gdzieś w galaktyce między Jowiszem, Marsem, a Ziemią. Augistine jest starszym mężczyzną, który przebywa na, jednej z wielu w swoim życiu, ekspedycji naukowej – na biegunie Północnym. Pewnego dnia do naukowców dochodzą plotki o toczącej się wojnie i konieczności ewakuacji. Wszyscy opuszczają obóz w pośpiechu, jedynie Augistine nie wyraża na to zgody i postanawia w pojedynkę zostać na biegunie, bo nie ma tak naprawdę do czego wracać, całe swoje życie poświęcił nauce i tylko ona się dla niego liczyła. Jego losy splatają się z losami Sully, która wraz towarzyszami wyprawy, przebywa na statku kosmicznym. Na Ziemi pozostawiła córkę i byłego męża, ale zrobiła to bez żalu, dla niej liczą się tylko gwiazdy i astronomia, swoje życie, podobnie jak Augistine, podporządkowała swojej pasji, a zarazem pracy. Teraz po kilku latach jej ekipa jest już w drodze powrotnej na Ziemię i traci łączność z naszą planetą. Nie wiedzą czego się spodziewać, dlaczego nie ma łączności, co takiego się mogło wydarzyć, powoli tracą nadzieję na bezpieczny powrót.
Książka jest pięknie napisana, czyta się ją z ogromną przyjemnością, chociaż głównym tematem jest tu tak naprawdę samotność, czyli temat niełatwy. Po zakończeniu powieści wpadłam w nieco melancholijny nastrój, co może tylko świadczyć o wielkości sposobu pisania Lily Brooks-Dalton, która sprawiła, że poczułam więź emocjonalną zarówno z Augistinem, jak i z Sully. Obydwoje zatapiają się w swoich wspomnieniach, przywołują wszystko to, co było dobre, ale też to, co myśleli, że było dobre, a tak naprawdę dopiero teraz rozumieją, że popełnili jednak  błąd. Można mieć wrażenie, że tłumaczą się sami przed sobą ze swojego postępowania, ale też otwierają w końcu na prawdziwe uczucia.
„Dzień dobry, północy” na pewno pozostanie w mojej pamięci, ale też czuję, że jeszcze do niej powrócę w innym momencie mojego życia. Chociaż po zakończeniu książki towarzyszyło mi jakby uczucie smutku, to naprawdę polecam zapoznać się z tą pozycją, a samo zakończenie wbije Was w fotel.

K.

Komentarze