Najnowszy post

Helen Russell - Atlas szczęścia

Amy Thomas – Paryż mój słodki


Autor: Amy Thomas
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2013
Gatunek: literatura podróżnicza, powieść kobieca
ISBN: 978-83-7642-152-0

Dosyć już dawno temu skuszona okładką i tematyką Paryża, kupiłam „Paryż mój słodki”. Długo jednak nie mogłam się za tą książkę zabrać, więc cierpliwie stała na półce i czekała na jej czas, który nadszedł w zeszły weekend. Potrzebowałam totalnego odpoczynku, więc przejrzałam mój regał w poszukiwaniu lekkiej lektury. „Paryż…” wydał mi się idealny.
Rozsiadłam się więc komfortowo w balkonowym fotelu, z kubkiem kawy i rozpoczęłam lekturę. Książka jest połączeniem niestandardowego przewodnika, nie tyle po Paryżu i Nowym Jorku, co po znajdujących się tam knajpach i cukierniach, z powieścią kobiecą. Napisana jest w pierwszej osobie, przedstawia losy bohaterki, kobiety po 30, realizującej swoje plany zawodowe i marzenia o zamieszkaniu w Paryżu. Przybliża nam też historie kultowych deserów, cukierni, a także samych cukierników. W odrębnych „ramkach” podaje nam adresy miejsc, które uważa za warte polecenia – w Paryżu, ale też i w Nowym Jorku.
Trzeba przyznać, że książkę czyta się szybko, nie wymaga ona pokładów skupienia, ani głębszych analiz czy przemyśleń. Czytanie spowalnia jednak duża obecność zwrotów, zdań po francusku, co dla mnie, osoby nieznającej tego języka jest kłopotliwe, bo owe wyrażenia nie są tłumaczone, co uważam za ewidentny błąd. Sama fabuła po pewnym czasie stała się dla mnie nieco męcząca. Autorka, mam wrażenie, że trochę na siłę, chce pokazać swoją super wyluzowaną, nowojorską stronę podczas pobytu w Paryżu. Za bardzo stara się iść w stronę Seksu w wielkim mieście, ale czasami też nawet Bridget Jones, co daje efekt, jak dla mnie, niezłej niestabilności emocjonalnej.
W pewnym stopniu książka skupia się też na zmaganiach obcokrajowca w nowym miejscu zamieszkania. Problemy z językiem, aklimatyzacją, zrozumieniem panujących zasad pisanych, ale też i tych umownych, które dla francuzów wydają się oczywiste, ale dla innych nacji już niekoniecznie. Z tych zmagań bohaterki dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy, których w normalnym przewodniku ze świecą by szukać.
Muszę jeszcze zaznaczyć jedną rzecz. Nie czytajcie tej książki „na głodnego”, bo zaraz wstaniecie przyrządzić sobie coś do jedzenia. Autorka pisze jak typowa „foodie”, rozpływa się nad jedzeniem, nad różnymi połączeniami smaków, aromatów, cały czas odczuwałam lekkie burczenie w brzuchu, a po zakończeniu książki od razu miałam ochotę wkroczyć do kuchni i zacząć piec. Dużo piec.

K.

Komentarze